Dwa serca

Gdy się jesiennie toczy krąg pomiędzy strzały
i drogę swą przemierza po obwodzie promień,
to chociaż nie ogrzewa kory pni omszałych,
lecz jeszcze mrok rozproszy, jak gasnący płomień,

aby bezlistnym siewkom omusknąć głowiny,
choć pod okapem winny spać w cieple, beztrosko,
lecz nie jednako wszystkim przed zachodem czyni:
giętkim, półsuchym, i tym, co koślawe rosną.

Zaiskrzy w oczach nocy, by wilki i sowy
alfabetycznie drogę fluoryzowały,
jak te świetliki złudne i pradawne bogi:
podobne różnym sercom – twór niedoskonały.

Lecz czasem, nam odróżnić przyczynę łomotów...
czy od lęku przestrzeni, czy też od omłotów.

Copyright © by Wiesław Musiałowski 22/04/2004