omu niemiłe spotkanie z rymami,
które troskliwie wynoszę na szczyty,
(i pielęgnuję owym wyniesieniem),
niechże maluje własne krajobrazy,
ma swoje farby, pędzel i sztalugi,
a mnie nie gani, że wędruję bosy
po moich łąkach, gdzie atrament z rosy!
Podziwiam sochy i stalowe pługi,
co orzą ziemię - bez ziemi obrazy -
bo nasion słyszę dziękczynne westchnienie
i z urodzaju żniwiarzy zachwyty,
i tonąć mogą - w kurzu polne drogi,
Podziwiam sochy i stalowe pługi,
co orzą ziemię - bez ziemi obrazy -
bo nasion słyszę dziękczynne westchnienie
i z urodzaju żniwiarzy zachwyty,
i tonąć mogą - w kurzu polne drogi,
gdy w krwioobiegu tętnią wsi obrazy.
Ja muszę spłacić zaciągnięte długi,
bo ciągle słyszę napomnienia głosy:
paląc zimne ognie, wciąż będziesz cieniem
bezosobowości płaszczem okryty
- zatem nie tobie przekroczyć te progi
Ja muszę spłacić zaciągnięte długi,
bo ciągle słyszę napomnienia głosy:
paląc zimne ognie, wciąż będziesz cieniem
bezosobowości płaszczem okryty
- zatem nie tobie przekroczyć te progi
- nie tobie posiąść w deszczu tęczy smugi,
jeśli się silisz być epok wspomnieniem.
Gdy się kłaniały ciężkie ziarnem kłosy,
to szedłem z kosą sumienia wyzbyty
i zadawałem im śmiertelne razy,
a one na mnie patrzyły bez trwogi,
jeśli się silisz być epok wspomnieniem.
Gdy się kłaniały ciężkie ziarnem kłosy,
to szedłem z kosą sumienia wyzbyty
i zadawałem im śmiertelne razy,
a one na mnie patrzyły bez trwogi,
zaś powalone ciosami szarugi
leżały nieme - jak bezduszne głazy,
które do Boga piszą zażalenie.
Kiedy jesienne ptaki echo niosły,
to ja słuchałem (choć słuch mój ubogi)
czy pustym słowem w pamiętniku szyty
leżały nieme - jak bezduszne głazy,
które do Boga piszą zażalenie.
Kiedy jesienne ptaki echo niosły,
to ja słuchałem (choć słuch mój ubogi)
czy pustym słowem w pamiętniku szyty
wiersz wypomnieniem - jakie komu długi,
więc pozostaję w mej prostocie bosy,
życząc by pisać poezję bez skazy
i życzeń spełnienia strofom wiatronogim
- bodaj najuboższej dłoni skinieniem,
nie tylko kiedy Boże Narodzenie!
Copyright © by Wiesław Musiałowski 10/10/2002
więc pozostaję w mej prostocie bosy,
życząc by pisać poezję bez skazy
i życzeń spełnienia strofom wiatronogim
- bodaj najuboższej dłoni skinieniem,
nie tylko kiedy Boże Narodzenie!
Copyright © by Wiesław Musiałowski 10/10/2002
