Aspirant


lu to bohaterów w tych latach mieliśmy,
kiedy salwy uśmiechów ludziom posyłali, 
wiosną, latem i zimą i w szeleście liści,
kiedy pod cokołami przeszłość zamiatali; 

dwanaście stało armat na rozkaz marszałka
i pluton honorowy od ślepych wystrzałów
w mundurach kantowanych a u boku pałka
biała, jak syberyjskiej mroźnej pory nałóg.

Aż tylu apostołów rozproszonych w światy,
by policzyli wszystkie dni w cyklu miesięcznym,
więc dzieląc czas przez cztery, jeden jest garbaty,
lecz trudno sprecyzować przestępny, przestępczy,

bo też tam pomieszkiwał i nadal w Jakucji,
gdzie ciągle chce rozpalić domowe ognisko
przed Bożym Narodzeniem z pamięci o kutii
i pozostałych daniach, by wspominać wszystko,

czego w tobołku brakło kawioru, jesiotra,
kijanek z brzegu Niemna, worka jutowego,
paska i futerału, w którym brzytew ostra,
i ciągu dat nieważnych: dlaczego, dlaczego?

Copyright © by Wiesław Musiałowski 11/9/2008