Randka

Gdy na cmentarzu północ o groby się obija,
to mówią - pewnie duchy, bo nic tam nie przemija.

Na spacer znów pod rękę, jak ongiś, tak i teraz
idą, gdyż nawet słychać w szeleście liści, szmerach.

A jedno stuka w granit, a drugie jakby echem
z mogiły się podrywa, z nieludzko-miłym śmiechem.

Przypomnij mi od kiedy chodzimy na tę randkę?
Ty jeszcze nie pamiętasz! - przynieśli cię z kagankiem

i rozniecili Światło wieczorne po pogrzebie;
odtąd jesteśmy razem w mogiłach - bliżej siebie.

A gdy przeminie doba, ponownie się spotkamy
upiorni, lecz realni u wrót tajemnej bramy.

Będziemy się błąkali po wyżynach, wądołach
- przez równoległe światy, wśród planet dookoła.

Podobnie, jak przy wejściu - trwożliwą widząc jasność,
by potem wydorośleć i móc ponownie zgasnąć.

A gwiazdę po wybuchu? - wchłonęły świetlne lata,
miliardy w teleskopie, więc pustka w głębi Świata?

Być może uleciała w tę przestrzeń niezmierzoną
i oto jak na dłoni - przyciśniesz drugą dłonią,

by mieć tę pewność w garści na przekór niepewności,
że jednak Cała Prawda zawiera się w Miłości.

Copyright © by Wiesław Musiałowski