to mówią - pewnie duchy, bo nic tam nie przemija.
Na spacer znów pod rękę, jak ongiś, tak i teraz
idą, gdyż nawet słychać w szeleście liści, szmerach.
A jedno stuka w granit, a drugie jakby echem
z mogiły się podrywa, z nieludzko-miłym śmiechem.
Przypomnij mi od kiedy chodzimy na tę randkę?
Ty jeszcze nie pamiętasz! - przynieśli cię z kagankiem
i rozniecili Światło wieczorne po pogrzebie;
odtąd jesteśmy razem w mogiłach - bliżej siebie.
A gdy przeminie doba, ponownie się spotkamy
upiorni, lecz realni u wrót tajemnej bramy.
Będziemy się błąkali po wyżynach, wądołach
- przez równoległe światy, wśród planet dookoła.
Podobnie, jak przy wejściu - trwożliwą widząc jasność,
by potem wydorośleć i móc ponownie zgasnąć.
A gwiazdę po wybuchu? - wchłonęły świetlne lata,
miliardy w teleskopie, więc pustka w głębi Świata?
Być może uleciała w tę przestrzeń niezmierzoną
i oto jak na dłoni - przyciśniesz drugą dłonią,
by mieć tę pewność w garści na przekór niepewności,
że jednak Cała Prawda zawiera się w Miłości.
