Instrumentarium

I.

Siedzi kościotrup w grobie, wątły przy lampie naftowej
pisze do ukochanej listy, bo wie że poranne
ptaki mogą wyśpiewać, że tam gdzie rosną dziś drzewa
kiedyś w morskich głębinach mieszkała taka dziewczyna,
którą rybak poślubił, gdyż tak podobna do ludzi:
alabastrowej buzi, by rzeźbę ze snu obudzić,
zaistnieć na nizinach i nowe życie zaczynać,
bo taka jest potrzeba - zapomnieć o starych grzechach,
w ruch wprawić co zastane, pogodzić z Bogiem i amen, 
a narośl na wątrobie wyciąć dostępnym sposobem.

II.

W balladach nie ma trupów, powiedzmy - jest życie
i samobójcy mogą udawać, że żyją, 
bo jeszcze juchą plują na wszystkie rachunki,
a ty co jesteś pewien, iż wiersz ten o tobie:
odmieniasz przez przypadki przypadłości ludzkie,
szukając rozwiązania, jak z próżnego w puste
przelać własną frustrację i jakim sposobem
obdzielić naiwniaków, a to łatwe - chrumknij,
chociaż mogą pomyśleć człowiek nie jest świnią,
podobno z dziurawego jednak może wyciec.

Posłuchaj o czym bębnią za żelazną bramą,
ale musisz poczekać, aż kogut na wieży
zamknie dziób przed północą, bo obowiązkowy, 
odkąd wyrósł na piewcę dób, co wnet się skończą,
bo wiecznego nic nie ma, prócz imaginacji,
i podróży donikąd, i po sobie zaszklić
niedowiarkom uczonym kosmologii okno,
niechaj nadal pasają umyślnemu krowy,
a myszy pod posadzką policzą czas przeszły, 
gdy odlecisz w zaświatów krainę nieznaną.

Copyright © by Wiesław Musiałowski