Bezdomna miłość

Reksio pokochał miłością psiaka,
chociaż ta miłość - bezdomna taka:
w ciepłych objęciach obcego pana,
często przespana gdzieś w stogu siana,
albo pod dachem polnego krzaka...
lecz bezgraniczna - nie lada jaka.

Boć im do szczęścia niewiele trzeba:
przykryci kołdrą błękitów nieba,
śmiechem witali promyki słońca
- wielkiej radości nie było końca,
gdy się dzielili kromeczką chleba,
niczym opłatkiem zesłanym z Nieba.

Kwadrans na siódmą ruszyli żwawo
- domy na lewo, domy na prawo:
wapnem pachnące bieleją ściany,
tuszując zmyślnie wiekowe rany.

Zaś w kartoflisku buchtują dziki
- niwecząc redlin prościutkie szyki.
Łan kukurydzy zwiedzają łanie,
aby tam spożyć wykwintne danie.

Chyłkiem pomyka spłoszony zając,
choć myśliwemu okazję dając
- celnego strzału umknąć dziś zdoła...
przecież o litość nieszczęsny woła.

Resztkami szczypki z ostatniej zimy,
pachną żywicą kominów dymy
- wróżąc obfitość porannej strawy:
wnet domownicy zasiedli ławy,
za jadło dzięki składając Bogu
nie zapomnieli... kundla u progu.
Nalali w miskę ciepłego mleka,
niech na śniadanie próżno nie czeka.

Podwórko zdobi perliczek chmara,
kurczęta wiedzie kokoszka stara,
wzburzony indyk czerwieni wole.
Niezdarny cielak z gwiazdką na czole
- zadarłszy ogon radośnie bryka,
groźnie łbem kręci... udając byka.

W wiśniowych sadach kwitnące drzewa,
o narodzinach sikorka śpiewa.
Basami grają pszczół złotych roje.
Pijanych szczęściem pawików dwoje:
kolory sieje zalotnym tańcem
- rozochoconych wonności grzańcem.

Szary skowronek w błękicie tonie,
mgłami spowite zielone błonie,
na horyzoncie rzeka się wije:
spragniona sarna wodę zeń pije.

Copyright © by Wiesław Musiałowski 15/10/2001