to wszystkie gwiazdy spadły z nieba
i były takie bardziej białe
nawet niż manna, niż potrzeba
nieskazitelnie doskonałej
wiary, że przecież, przecież miło:
kiedy się igły srebrzą świerczyn,
kiedy w zielone grają z mrozem
przydrożne, ale jednak palmy;
że się rozśpiewa gołoborze,
że piosnkę skleci ptak realny,
że potem będzie koncert świerszczy.
I wszystko nasze – proste takie:
jak śpiew skowronka, jak płacz dziecka,
jak pogrzebowe za i przeciw
na pożegnanie. Tren i szczęście
i nieulotne, choć uleci
bez postękiwań i obłapień.
Copyright © by Wiesław Musiałowski 28/02/2005
