Na zadupiu

Pośród pól szczerych bloczek dwurodzinny,
fatamorganka albo iluzyjka,
w ucho babusi wpada melodyjka,
którą dziadunio śle na urodziny,
a także ustnie pieści babki ego,
oj, dana, dana, uszczkniesz coś z renciny,
to jak rządzący, tak się pobawimy
ty w nieskończoność, a ja w chowanego.

Sypią się tynki chłopcy i dziewczynki
bez skrępowania schamiają się w błocie
i już nie mówią tatulku, lecz ojciec,
a on z czułością moje (.........ki)
i głaszcze główki i całuje w czółka,
bo nie ma biblii i nie ma kościółka.

Czasem znajduje jakieś wiadomości
na postrzępionych z gazety wycinkach,
że wieprz spasiony to zaledwie świnka,
a ryba śmierdzi od gnijących ości
i może wierzy a może rżnie głupa
jak strach, gdy straszy ptaki na ugorach,
albo miś z pluszu w wytrzebionych borach,
leczący blizny po szwalniczych strupach.

Copyright © by Wiesław Musiałowski