W Granicach Bez Granic

Posłuchaj, o czym myślę, bo to ważkie Matko –
ciągle próbuję, chociaż zapisane zwoje
są nieczytelne w pełni, więc dla mnie zagadką:

że tyle klęsk w sukcesjach podwórkowych wojen,
że tyle kłamstw ukrytych; przykrytych pachnidłem,
a mnie się wydawało, iż po pracy z gnojem

albo obmyją dłonie – z kiedyś – szarym mydłem,
albo pumeksem, aby zeskrobać, czas łuski
w podartej kapocie strach, niestraszny straszydłem,

gdy za pazuchą pełno nadmuchanej pustki,
gdy się układa wewnątrz, targuje – nic za nic –
by przez dziurawą kieszeń na wolność się puścić:

a lećcie, lećcie obsiać, bo mówią – czekamy,
że z tego ziarna będzie plon za dobre chęci,
za czapkowania możność za wami przed wami.

Mnie zaś, w swej naiwności, umyka z pamięci
i podskakuje śmiesznie wiara po wybojach
i ucicha, na chwilę, i smętnie się kręci.