którym piękno na co dzień zmieszane w tej dawce,
odpowiednio dobranej, by żyć aż do śmierci:
a my choć trochę starsi - my, bieszczadzkie dzieci,
idziemy wprost przed siebie, by rano się budzić
i myśleć, jak się unieść nad góry latawcem.
I spojrzeć, co w dolinach zdarzyło się nocą,
czy drzewa posiwiały, mgielnym szyte ściegiem,
czy serpentyny nadal bywają tak kręte,
czy malarz jest jak żagiel na swoim okręcie,
czy wszystko to sen jakiś - wspomnienia z grzechotką
w łódce z kory, co płynie wraz z potoku biegiem.
czy drzewa posiwiały, mgielnym szyte ściegiem,
czy serpentyny nadal bywają tak kręte,
czy malarz jest jak żagiel na swoim okręcie,
czy wszystko to sen jakiś - wspomnienia z grzechotką
w łódce z kory, co płynie wraz z potoku biegiem.
Lecz rzeczywiście wszystko nadal na swych miejscach:
kamienie, mosty, przęsła, droga nad urwiskiem,
przystanek i kościółek i ławki podobne,
chociaż czas - czasem smutnym pokrywa je chłodem,
gdy przycupną strachliwi na chwilę po przejściach,
aby głód zaspokoić, który mają w sercach.
kamienie, mosty, przęsła, droga nad urwiskiem,
przystanek i kościółek i ławki podobne,
chociaż czas - czasem smutnym pokrywa je chłodem,
gdy przycupną strachliwi na chwilę po przejściach,
aby głód zaspokoić, który mają w sercach.
Copyright © by Wiesław Musiałowski 18/1/2018
