Wiatrak

Jeszcze z Zefirem na wzgórzu zbytkuje
w kulawym młynie podpartym drągami,
jeszcze półskrzydłem obwisłym wachluje
chwasty wyrosłe pomiędzy żarnami.

Choć go obłapia pod żebra przegniłe
w tańcu straceńców zmurszałym ramieniem, 
wszystko wokoło pokrywa się pyłem
nieświadomości swych członków spróchnieniem.

Choć rozdmuchuje współżycia trociny
spadłe na glebę z klepsydry przetrwania
w drewnie osiadłej owadziej rodziny...
czas przeobrażeń, to czas umierania

jeśli w łańcuchu obiegu materii
nagle zabraknie przypływu energii.

Copyright © by Wiesław Musiałowski 09-11-2003