Za szczytem


ima. Ja lubię tropy. I odciski,
i śnieg, też lubię - biały pod stopami -
kiedy na drodze jeszcze nie tak śliski,
jak kilometry, które wciąż przed nami.

I sannę lubię - kto nie lubi koni, 
i pochodniami oświetlonej chwili,
kiedy zapachem czas. Na odwilż dzwoni?
Nie jestem pewien, czy się znów nie myli.

Nie jestem pewien. Pewność czasem zwodzi,
niczym kochanka - miłość ślepej nocy. 
Słońce w świetlistym obłoku zachodzi,
by snów granicę przed zmrokiem przekroczyć.

Copyright © by Wiesław Musiałowski 2/14/2004